|
Archiwum
O autorze
Ostatnie notki
Zakładki:
Kontakt
Poczytuje
Słucham
Warto zajrzeć
Sponsorzy bloga
Reklama na blogach
Blogvertising.pl |
sobota, 22 sierpnia 2009
To juz miesiac!
Az ciezko uwierzyc jak ten czas leci. Wlasnie na konto wplynela pierwsza wyplata z nowej pracy. Codzienne zadania nadal sa pelne wyzwan a plany wygladaja coraz ciekawiej. Na dodatek przypadkowo zostalam nieoficjalnym designerem oficjalnej strony... Co nieco mowi o poprzednim designerze, skoro programista jak ja potrafi stworzyc cos lepszego ;) Wyglada na to ze w koncu zatrudnimy od wrzesnia nowego programiste. Choc to troche za duze slowo - chlopaczek po studiach, z wielka dziura jesli chodzi o wiedze, ale za to ma zapalu i checi do nauki pod dostatkiem. Bardzo mnie bawi wiedza tutajszych studentow (choc pewnie w Polsce wiele lepiej jesli chodzi o przecietnego absolwenta, szczegolnie prywatnych uczelni tez nie jest wiele lepiej...) gdzie niby maja Jave w programie, ale jakos tak OO to srednio kumaja.
sobota, 25 lipca 2009
Tydzien w pracy
No to pierwszy tydzien juz za mna. Troche dziwne uczucie. Z jednej strony jest swietnie rozwijam sie kazdego dnia, poznaje nowe rzeczy i zglebiam wiedze na temat Zend Framework - czyli dokladnie to czego chcialam. Moj zwierzchnik jest pol-programista pol-managerem, wiec nie ma problemow typu a czemu tak dlugo, wyglada na latwe zadanie, albo olac standardy ma byc na wczoraj... Z drugiej strony chyba mam lekki szok kulturowy i godzinowy. Zmiana z pobudki o 8:15 na 6:50 to lekki szok dla organizmu. Ubior bardziej formalny, co generalnie oznacza ze mam trzy rzeczy na krzyz w garderobie ktore moge zalozyc do pracy... Obowiazkowe zakupy dzisiaj ;) Zobaczymy za kilka tygodni jak mi zadamawianie sie idzie. Chwilowo jestem znow najmlodsza osoba w zespole, co ma plus w formie wiekszej organizacji i bardziej powaznego podejscia do tego co robimy. Nie to, ze ludzie nie maja poczucia humoru, ale atmosfera jest zdecydownaie inna niz w poprzedniej firmie, gdzie polowa wyglada jak by wyszla z Camden albo jakiegos koncertu, a zachowuje sie jak rozpuszczone dzieci z przedszkola... Mialo to swoje plusy i minusy... Zdecydowalam sie popracowac na moimi zdolnosciami przywodczymi, bo plan jest zebym zostala lead developerem, i wszyscy sa o tym przekonani bardziej niz ja sama ;))) Wiec chyba musze moja asertywnosc podkrecic... A z innej beczki mam 80 punktow na stack overflow woooo! ;)
niedziela, 05 lipca 2009
Londyn Przeceniony
http://coloursoflondon.0fees.net/2009/07/04/tydzien-miesiac-dwa-miesiace/ Czy zeczywiscie to niby tak typowe ze emigranci lapia depreche po kilku miesiacach? Nie wiem, nie doswiadczylam. Jedyny stres to w pierwszym miesiacu czasami wieczorem sie odzywal. Oboze, jesli nei dostane pracy bede musiala wracac do Polski. Koszmar normalnie. Nie bede udawac ze jest zawsze rozowo i ze czasami nie dopadaly mnie smutki. Szczegolnie zanim poznalam mojego Idealnego Faceta... Ale te problemy nigdy nie mialy rozwiazania w powrocie do Polski. Jesli mnie mieszkanie denerwowalo to marzylam o innym. Jka dojazdy do pracy byly uciazliwe, to myslalam o jak najszybszej przeprowadzce... byle blizej do biura... Jak mnie praca irytowala, to rozgladalam sie za nowa, nadal w Anglii. Moze to kwestia oczekiwan, jak wiele razy zdarzalo mi sie pisac, nigdy nie oczekiwalam ze tutaj nagle bedzie idealnie i w ogole to zyc nie umierac. Mialo byc lepiej i spokojniej. I te dwa punkty zostaly odhaczone. Ogolnie strasznie mnie bawi ten owczy ped do Londynu, szczegolnie w wydaniu imigrantow. Wielu z nich pewnie by mialo lepsze szanse na prace w mniejszym miescie, ale nie musi byc Londyn... No bo coz z tego ze zarabiasz ciut wiecej, jak wszystko jest drozsze? Ale ludzi etak tego nie widza. Nie kazdy ma charakter do tego by tak metodycznie podchodzic do tych spraw. Jesli nie masz wyjatkowego talentu i ogromnego szczescia, to kariera nie zmaterializuje sie w mgnieniu oka. Trzeba troche nad tym popracowac. Pisalam wczesniej o znajomych co to mieli Londynskie marzenia. Wrocili do kraju, no bo tutaj ciezko z praca i pogoda fe... Wracajac do Londynu, to ja tam nawet na wycieczki nie bardzo sie lubie wybierac. Wszedzie tloczno, no i metro... Przez moment podczas zmiany pracy rozwazalam, ze moze jednak dojezdzac do Londynu, ale po kilku rozmowach o prace coraz mniej bylam przekonana, ze bym to zniosla dluzej niz kilka miesiecy (zalozenie optymistyczne). Zeby mieszkac w Londynie to bym musiala byc cholernie bogata, zeby mnie bylo stac na jakas ogromna samotnie w srodku miasta albo co... Obecnie za jakis miesiac bedziemy sie przeprowadzac do Reading. To dalej od Londynu niz obecnie i jakos mi serce z tego powodu nie peka.
czwartek, 02 lipca 2009
Woot!
W koncu, po ponad 3 latach, moje konto adsense dobilo do upragnionych $100! Teraz tylko czekac az mi czek wysla ;)))
środa, 01 lipca 2009
Ostatnia wolna sroda
Upaly u nas koszmarne... Mialam co nieco popraccowac nad swoja strona, ale klawiatura w laptiopie goraca i kleista, trudno sie zmobilizowac... Ostatnia wolna sroda, bo mnie w pracy wyblagalizebym im jednak dala dwie ostatnie zamiast wykorzystania jako moje pozostale dni wolne. Az jestem w szoku ze wola wybulic gotowke za te pozostale 2.5 dnia... I to i tak zanim dokladnie wiedza ile traca w mojej osc dzis nie-skromnej osobie ;) Ale tak czy siak dzien dosc pracowity: - zrobilam pranie - powrzucalam naczynia do zmywarki - post na dwa blogi - 30 minut stepera - powiesilam pranie - zaliczylam dwa questy w Dungeon Siege II - bylam u fryzjera - oraz poczytalam tone postow na forum o PCOS ufff... A jutro do pracy :( Ech, juz sie nie moge doczekac ostatniego dnia...
wtorek, 30 czerwca 2009
Praca, praca i po pracy...
Stalo sie. Zlozylam wypowiedzenie. Obecna firma doprowadzila mnie do kompletnego stanu rozleniwienia, znudzenia, oraz desperacji. W koncu ile mozna czekac i dawac kolejne szanse. Czuje sie jak po toksycznym zwiazku, gdzie naiwna zona wiecznie daje "jeszcze jedna szanse"... Jednak bardziej interesujace bylo samo doswiadczenie ktore do tego momentu odejscia doprowadzilo. Po raz kolejny potwierdzilo sie ze zaden ze mnie kretacz ani klamca i praktycznie po jednej rozmowie o prace gdzie indziej wylozylam obecnemu szefowi kawe na lawe. Wykrecanie sie zeby odebrac telefon a juz nie daj boze pol dnia wolnego na rozmowe kwalifikacyjna" to niemal zawal gwarantowany... Szef przyjal to lepiej niz sie spodziewalam. Dzieki czemu dostalam "Srody w domu" i pol-wypowiedzenie. i tu mnie troche zdziwili, bo spodziewalam sie ze beda chcieli zmaksymalizowac moj okres pol odejscia i zaczac kogos rekrutowac na moje miejsce itp. Alez gdzie tam, mentalnosc angielska nie przyjmuje do wiadomosci czegos takiego jak odejscie zpracy bez nastepnej ustawionej. Czasem to mnie az zastanawia jak ci Anglicy zakladaja firmy... Wiec oczywiscie zanim nie zlozylam oficjalnego papierka to wydaje sie, ze nawet mysleli ze jednak zostane i zmienie zdanie. Proces poszukiwnaia nowej pracy uswiadomil mi jednak pare rzeczy i pozwolil zdecydowanie wyklarowac co tak naprawde chce. I swoja droga to kryzys to mozna o kant d*** roztrzaskac - rekruterow mialam ciagle sporo umawiajacych mnie na rozmowy i gdyby nie moje krecenie nosem na lokacje i oczekiwania finansowe sporo powyzej mojej pensji to bym miala nowa prace niemalze od reki. Bardzo szybko jednak bylam pewna ze nie bardzo mi sie dojazd do Londynu usmiecha i musialoby to byc umotywowane wysoka pensja (i pare takich ogloszen bylo). Z czasem jednak stwierdzilam coraz bardziej ze nie dosc ze najchetniej praca powinna byc w okolicy nowego mieszkania raczej bez dojazdu w tlocznym i skwarnym metrze, to jeszcze coraz mniej bylam przekonana zeby kontynowac kariere w agencji multimedialnej.... Zeby rozwijac kilka pomyslow ktore mam w stosunku do swojej firmy przydaloby mi sie dwoswiadczenie w tzw startup'ie, ale wiekszosc tego typu ogloszen wymaga sporo ekstremalnego web 2.0, i doswiadczenia w serwisach z DUZOM iloscia odwiedzin i uzytkownikow. I tu cale moje doswiadczenie bierze w leb, bo moze i potrafie robic strony pelne JS na lewo i prawo, ale w portfolio ciezko cos znalezc, bo wszelkie proby przeszmuglowania tego typu zabawek w istniejacej pracy z reguly konczyly sie uproszczeniami i brakiem budzetu... No i badz tu madry. Wysoka odzwiedzalnosc naszych serwisow tez jest dosc watpliwa - ci klienci ktorzy faktycznie sie zalapuja do tej kategorii z reguly nie maja swoich stron na naszych systemach - glownie dostarczamy im szablony i grafike etc. A nawet jesli cos sie trafilo z wyzsza ogladalnoscia to i tak nieporownywalne do oczekiwan startup'ow. Do tego wszystkiego pod natlokiem ogloszen zdecydowalam sie dac szanse Symfony. Generalnie bedac bardziej zainteresowana Zend framework skupialam sie glownie na tej bibliotece. No ale co tam, nie taki diabel straszny i tak dalej, wiec postanowilam dac innym szanse. Strona na Symfony prawie skonczona i w skrocie, jesli mnie ktos do tego nie zmusi to raczej bedzie to chwilowo ostatni projekt z uzyciem tej biblioteki w moim wydaniu. Moze i to wygodne, ale wiele kodu to sie czlowiek nie napisze. Ilosc katalogow przytlaczajaca i generalnie uczucie podobne do kaftana bezpieczenstwa.... Krzywdy sobie nie zrobisz, ale wiele miejsca na wolna wole to to nie zostawia. Wiec kolejna preferencja do idealnej pracy, zeby uzywali Zend Framework. I tu niestety ogloszenia w wiekszosci wymagaly istniejacego sporego doswiadczenia. Przynajmniej te ktore spelnialy moje pozostale kryteria. ;) Oczywiscie nie bylby to typowy wpis dla mnie gdyby calosc nie koczyla sie happy endem... Juz za niecaly miesiac zaczynam prace w firmie ktora uzywa Zend Framework i jQuery (moje ulubione), nie skapi na monitorach, i jest 30 minut autobusem od mojego nowego mieszkania. Przy czym przystanki na obu koncach podrozy sa nie dalej niz 2 minuty od celu.
środa, 18 lutego 2009
Zamkniete
Pora przestac udawac, twitter i oficjalne blogi zzeraja mi za duzo czasu. Zamkniete do odwolania.
wtorek, 27 stycznia 2009
Ach te diety
Ja i K. jestesmy na "diecie"... Kolezanka zaopatrzona w maslane ciasteczka, a ja w Minstrele... Potem sie wymienilysmy, a na koniec upchalysmy calosc za monitorami. ;) Nie ma to jak koic sumienie usuwajac dowody zbrodni z lini wzroku ;)
środa, 21 stycznia 2009
Karaoke + Fitness
czyli jak to mozna przyjemne z pozytecznym polaczyc ;) Moj gwiazdkowy Singstar troche sie kurzyl, bo jakby nie patrzec, to spiewanie przed ekranem troche malo produktywne, szczegolnei jak tysiac innych zajec cisnie. Podobnie z aktywnoscia fizyczna, jak tu poswiecic godzine na machanie lapkami i nogami, kiedy tyle projektow lezy i kwiczy... Az stwierdzilam dzisiaj, ze pora sprobowac polaczyc jakos te dwie czynnosci. W koncu jak moze dzieciak hulla hop krecic i grac na harmonijce jednoczesnie w telewizji, to ja tez dam rade. Zadziwiajaco nawet punktacja nie spadla mi dramatycznie ;) I godzinka odhaczona... ;)
niedziela, 18 stycznia 2009
I powtorka z rozrywki
Nie minely dwa dni, jak spam gazetowy sie powtorzyl. Wyglada na to ze albo ludzie zmadrzeli albo naprawili szybciej tym razem. Ale zeby kolejny adres zostal wygrzebany. Wydawaloby sie, ze po jednej wpadce, administracja przylozy sie i dokladnie przejrzy ustawienia wszystkich adresow emailowych ktore moga potencjalnie stworzyc problemy...
|