Sponsorzy bloga
  Reklama na blogach
  Blogvertising.pl
Blog > Komentarze do wpisu
Praca, praca i po pracy...

Stalo sie. Zlozylam wypowiedzenie. Obecna firma doprowadzila mnie do kompletnego stanu rozleniwienia, znudzenia, oraz desperacji. W koncu ile mozna czekac i dawac kolejne szanse. Czuje sie jak po toksycznym zwiazku, gdzie naiwna zona wiecznie daje "jeszcze jedna szanse"...

Jednak bardziej interesujace bylo samo doswiadczenie ktore do tego momentu odejscia doprowadzilo. Po raz kolejny potwierdzilo sie ze zaden ze mnie kretacz ani klamca i praktycznie po jednej rozmowie o prace gdzie indziej wylozylam obecnemu szefowi kawe na lawe. Wykrecanie sie zeby odebrac telefon a juz nie daj boze pol dnia wolnego na rozmowe kwalifikacyjna" to niemal zawal gwarantowany...

Szef przyjal to lepiej niz sie spodziewalam. Dzieki czemu dostalam "Srody w domu" i pol-wypowiedzenie. i tu mnie troche zdziwili, bo spodziewalam sie ze beda chcieli zmaksymalizowac moj okres pol odejscia i zaczac kogos rekrutowac na moje miejsce itp. Alez gdzie tam, mentalnosc angielska nie przyjmuje do wiadomosci czegos takiego jak odejscie  zpracy bez nastepnej ustawionej. Czasem to mnie az zastanawia jak ci Anglicy zakladaja firmy...

Wiec oczywiscie zanim nie zlozylam oficjalnego papierka to wydaje sie, ze nawet mysleli ze jednak zostane i zmienie zdanie.

Proces poszukiwnaia nowej pracy uswiadomil mi jednak pare rzeczy i pozwolil zdecydowanie wyklarowac co tak naprawde chce. I swoja droga to kryzys to mozna o kant d*** roztrzaskac - rekruterow mialam ciagle sporo umawiajacych mnie na rozmowy i gdyby nie moje krecenie nosem na lokacje i oczekiwania finansowe sporo powyzej mojej pensji to bym miala nowa prace niemalze od reki.

Bardzo szybko jednak bylam pewna ze nie bardzo mi sie dojazd do Londynu usmiecha i musialoby to byc umotywowane wysoka pensja (i pare takich ogloszen bylo). Z czasem jednak stwierdzilam coraz bardziej ze nie dosc ze najchetniej praca powinna byc w okolicy nowego mieszkania raczej bez dojazdu w tlocznym i skwarnym metrze, to jeszcze coraz mniej bylam przekonana zeby kontynowac kariere w agencji multimedialnej....

Zeby rozwijac kilka pomyslow ktore mam w stosunku do swojej firmy przydaloby mi sie dwoswiadczenie w tzw startup'ie, ale wiekszosc tego typu ogloszen wymaga sporo ekstremalnego web 2.0, i doswiadczenia w serwisach z DUZOM iloscia odwiedzin i uzytkownikow.

I tu cale moje doswiadczenie bierze w leb, bo moze i potrafie robic strony pelne JS na lewo i prawo, ale w portfolio ciezko cos znalezc, bo wszelkie proby przeszmuglowania tego typu zabawek w istniejacej pracy z reguly konczyly sie uproszczeniami i brakiem budzetu... No i badz tu madry. Wysoka odzwiedzalnosc naszych serwisow tez jest dosc watpliwa - ci klienci ktorzy faktycznie sie zalapuja do tej kategorii z reguly nie maja swoich stron na naszych systemach - glownie dostarczamy im szablony i grafike etc. A nawet jesli cos sie trafilo z wyzsza ogladalnoscia to i tak nieporownywalne do oczekiwan startup'ow.

Do tego wszystkiego pod natlokiem ogloszen zdecydowalam sie dac szanse Symfony. Generalnie bedac bardziej zainteresowana Zend framework skupialam sie glownie na tej bibliotece. No ale co tam, nie taki diabel straszny i tak dalej, wiec postanowilam dac innym szanse. Strona na Symfony prawie skonczona i w skrocie, jesli mnie ktos do tego nie zmusi to raczej bedzie to chwilowo ostatni projekt z uzyciem tej biblioteki w moim wydaniu.

Moze i to wygodne, ale wiele kodu to sie czlowiek nie napisze. Ilosc katalogow przytlaczajaca i generalnie uczucie podobne do kaftana bezpieczenstwa.... Krzywdy sobie nie zrobisz, ale wiele miejsca na wolna wole to to nie zostawia.

Wiec kolejna preferencja do idealnej pracy, zeby uzywali Zend Framework. I tu niestety ogloszenia w wiekszosci wymagaly istniejacego sporego doswiadczenia. Przynajmniej te ktore spelnialy moje pozostale kryteria. ;)

Oczywiscie nie bylby to typowy wpis dla mnie gdyby calosc nie koczyla sie happy endem...

Juz za niecaly miesiac zaczynam prace w firmie ktora uzywa Zend Framework i jQuery (moje ulubione), nie skapi na monitorach, i jest 30 minut autobusem od mojego nowego mieszkania. Przy czym przystanki na obu koncach podrozy sa nie dalej niz 2 minuty od celu.

wtorek, 30 czerwca 2009, amadea83
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do notki:
Komentarze
2009/06/30 01:57:13
miło czytać ;)